Ostatnio, czyli odkąd jestem w domu (na wypowiedzeniu...), czyli w
ciągu ostatniego miesiąca obserwuję pogarszające się zachowanie Ninki.
Jest kapryśna, marudna, robi ze wszystkiego aferę i krzyczy bardzo
brzydko: daj! przynieś! posprzątaj! usiądź! albo przestań! I znowu
zaczęła często robić siusiu w majtki, a już było tak dobrze...
W dodatku ma fazę: to moje. Nic nie można jej zabrać,
bo wszystko jest jej ;) Myślałam że dzieci się tego uczą w przedszkolu,
ale to chyba taki etap rozwoju po prostu. Na szczęście nadal się potrafi
dzielić, sama proponuje np. coś dobrego co ma do jedzenia mamusi,
tacie, czy babci.
Ale awanturnica jest okropna, a co
gorsze ja tracę cierpliwość... I zdarza mi się coraz częściej na nią
krzyknąć, czego kompletnie nie pochwalam: jestem zła na siebie i wiem że
robię źle w momencie, kiedy krzyczę, ale nie potrafię się opanować... I
widzę że przez to jej krzyki się nasilają! Wiem że muszę być spokojna,
tłumaczyć po 100 razy, ale ona jest taka uparta, że w końcu mi nerwy
puszczają, a ostatnio są mocno słabiutke... To pewnie przez utratę
Józia, stratę pracy, stresy finansowe, ale i tak siebie nie poznaję.
Tzn. przed urodzeniem Ninki nie grzeszyłam cierpliwością ani trochę, ale
jak była malutka to odkryłam w sobie jej pokłady, które wprawiły mnie w
kompletne zdumienie. A teraz się to ulotniło... Tłumaczę sobie, że to
dlatego że jak miała kolki, to trudno się było na nią o to wkurzać, a
teraz zachowuje się źle świadomie, ale to przecież jest nadal małe
dziecko!
Bardzo pomógł mi tatuś, bo zauważyliśmy że
Ninka zachowuje się najgorzej przy mnie (a zawsze było odwrotnie ;)) i
bardzo się do mnie przyzwyczaiła przez ten czas, kiedy jesteśmy prawie
non-stop razem. Rozchorowałam się, a on był w domu i zajmował się Ninką
bardzo dużo, podczas gdy ja odpoczywałam na górze, bardzo podbudował
swoją relację z nią i okazał jej dużo więcej cierpliwości, niż mnie było
w tym momencie stać i teraz widzę że jest z nią dużo lepiej. A ja też
tak nie krzyczę i od tygodnia już jest prawie 'dawną Ninką' ;) W szoku
jestem że tak szybko jej ta przykra faza przeszła i jak ogromna jest
rola rodziców w kształtowaniu osobowości dziecka!