Już umiemy liczyć do jedenastu ;) bo potem następuje trzynaście i rozbrajający uśmiech :)
A po angielsku do dziesięciu!!! I to sama się nauczyła (tzn. z bajek pewnie), bo ja z nią powtarzałam tylko one-five, tak jak było na angielskim, a nagle idziemy na spacer, a ta mi tu recytuje do dziesięciu... Wprawdzie zamieniła miejscami nine i ten, ale teraz już mówi dobrze i nawet po polsku się nauczyła, bo miała do niedawna problemy z tymi podobnie brzmiącymi liczebnikami :D
Brawo Królewno! :P
Wyłącznym celem tego bloga jest zapis rozwoju mnie jako Matki i Ninki jako Człowieka
wtorek, 28 lutego 2012
Pikno macierzyństwa
Doszło to do mnie kiedy dziś rano w wannie cieszyłam się że przyjdzie moja mama do Ninki, a ja będę mogła pojechać do Tesco, wow!!! :)
I właśnie to (poza milionem innych rzeczy) jest piękne w macierzyństwie: że człowiek uczy się cieszyć z drobnych rzeczy, bo po pierwsze takie są maluszki, że potrzeba naprawdę niewiele by je uszczęśliwić, a po drugie człowiek zawalony obowiązkami cieszy się z wyjścia do kina z mężem co najmniej tak, jakby to były wakacje na Cyprze ;)
I właśnie to (poza milionem innych rzeczy) jest piękne w macierzyństwie: że człowiek uczy się cieszyć z drobnych rzeczy, bo po pierwsze takie są maluszki, że potrzeba naprawdę niewiele by je uszczęśliwić, a po drugie człowiek zawalony obowiązkami cieszy się z wyjścia do kina z mężem co najmniej tak, jakby to były wakacje na Cyprze ;)
środa, 8 lutego 2012
Śmieszne powiedzonka - cz.2
Miśka już w zasadzie można powiedzieć, że mówi. Zdaniom brakuje jeszcze przyimków, ale i tak jest super, wszystko chętnie powtarza i używa. I rozwala nas na łopatki czasem ;)
Strasznie jest nadal porządnicka i pilnuje, żeby nie było bałaganu. Do tego stopnia, że ostatnio siadając na nocnik potrąciła butem miseczkę z kangusami i się rozsypały. I dlaczego dziecko nie zdążyło na nocnik? Bo musiało koniecznie najpierw posprzątać wszystkie rozsypane kangusy! Niedawno po położeniu jej spać skręcałam jej fotelik i łupnęłam nim w salonie, a ona jeszcze nie spała, tylko się bawiła w łóżeczku. I co słyszę? "Mamusiu, cio ty tam jobiś? Bałagan?"
Zabawy nowoczesnego dziecka: ustawi samochodziki jeden za drugim i mówi że to korek :) A parę dni temu słyszę jak samochodziki mówią do siebie: "Uważaj, policja stoi!"
A dziś to już myślałam że padnę. Pstrykałam pokrowcem na telefon, i co mi mówi moje dziecko? "Mamusiu nie jób tak, zniszczy, popęka"... Po czym za chwilę proszę ją na obiad, a ona mówi: "nie mogę tejas". Dziecko ma 2 lata i mi mówi że nie ma teraz czasu jeść!!!
Za to pięknie liczy do 10 (!) - no doobra, czasem pominie 9 ;) I po angielsku do 5 bezbłędnie! Literki też wszystkie zna, do niedawna bez znaków diakrytycznych, a ostatnio ciocia jej kupiła taką układankę fajną z całym polskim alfabetem, to teraz wie też że żaba to ż :)
Oczywiście pękam z dumy :D
Strasznie jest nadal porządnicka i pilnuje, żeby nie było bałaganu. Do tego stopnia, że ostatnio siadając na nocnik potrąciła butem miseczkę z kangusami i się rozsypały. I dlaczego dziecko nie zdążyło na nocnik? Bo musiało koniecznie najpierw posprzątać wszystkie rozsypane kangusy! Niedawno po położeniu jej spać skręcałam jej fotelik i łupnęłam nim w salonie, a ona jeszcze nie spała, tylko się bawiła w łóżeczku. I co słyszę? "Mamusiu, cio ty tam jobiś? Bałagan?"
Zabawy nowoczesnego dziecka: ustawi samochodziki jeden za drugim i mówi że to korek :) A parę dni temu słyszę jak samochodziki mówią do siebie: "Uważaj, policja stoi!"
A dziś to już myślałam że padnę. Pstrykałam pokrowcem na telefon, i co mi mówi moje dziecko? "Mamusiu nie jób tak, zniszczy, popęka"... Po czym za chwilę proszę ją na obiad, a ona mówi: "nie mogę tejas". Dziecko ma 2 lata i mi mówi że nie ma teraz czasu jeść!!!
Za to pięknie liczy do 10 (!) - no doobra, czasem pominie 9 ;) I po angielsku do 5 bezbłędnie! Literki też wszystkie zna, do niedawna bez znaków diakrytycznych, a ostatnio ciocia jej kupiła taką układankę fajną z całym polskim alfabetem, to teraz wie też że żaba to ż :)
Oczywiście pękam z dumy :D
Przedszkole
1 lutego w środę byłyśmy pierwszy raz w przedszkolu. Mamusia została wylana z roboty i ma teraz na wypowiedzeniu dużo czasu, toteż z wielką ochotą towarzyszyła Dzidzi.
Oczywiście jak trzeba wstać, to dziecko śpi i obudziło się o 9, kiedy już powinnyśmy być na miejscu, skutkiem czego przegapiłyśmy logopedię. Trudno, przecież jeszcze tyle zajęć przed nami!
Ninka zachowywała się bardzo w porządku, na początku obserwowała i niewiele mówiła, wyraźnie peszyła się jak znajdowała się w centrum uwagi, np. jak wtedy kiedy wszystkie dzieci po kolei skakały na trampolinie, a pani śpiewała im piosenkę - kiedy przyszła kolej Ninki to zaczęła szaleć i robić na tej trampolinie wszystko oprócz skakania ;) Kiedy tylko pani na chwilę odwróciła się żeby pomóc innemu dziecku wyplątać się z apaszki, Ninka pięknie zaczęła skakać i powróciła do szaleństw jak tylko pani uwaga wróciła do niej ;) Ale w następnej kolejce już skakała. Mówić nie chce za bardzo, szczególnie do dzieci: jedna jest taka fajna dziewuszka rozgarnięta i sympatyczna, która próbowała ją zaczepiać, ale Ninka nic jej nie chciała powiedzieć i w końcu Mania zapytała panią: "A czemu ona nic nie mówi?" Stopniowo jednak Misia coraz bardziej wtapia się w zabawy innych dzieci, tyle tylko że na razie nie umie jeszcze w tym wytrwać i w połowie zabawy odchodzi i zajmuje się czymś innym.
I tu właśnie pojawia się jedna z przewag przedszkola montessori: "czymś innym" = "czymś sensownym, rozwojowym i fajnym, a nie gupim jeżdżeniem wózkami z lalkami". Super są te zabawki.
Co do obiadu, to oczywiście ledwo dziubnęła, za bardzo była przejęta nowym otoczeniem. Rzecz jasna patrząc na nią nikt by na to nie wpadł, bo ona tak jak ja sprawia wrażenie zblazowanej ;) Ale przez całe 4 godziny jak byłyśmy w przedszkolu nie chciała siusiu, dopiero przed wyjściem przypomniałam jej że jak wychodzimy to zawsze trzeba najpierw siusiu :) Za to żegnając się dała buziaki wszystkim paniom! I to sama z siebie! A z tymi jej buziakami to nie zawsze jest łatwo, staram się ją uczyć, że zawsze tak się witamy i żegnamy, ale ona niestety przylepą nie jest...
Wracając do "przecież jeszcze tyle zajęć przed nami!" hmmmm... W piątek kiedy miałyśmy znowu iść do przedszkola, dzidka mi od rana smarka i mówi że gardło boli. Już w nocy budziła się 1000 razy, więc jasne było, że będzie chora. W sobotę lekarz przyjechał z limu, nic nie wypisał. W niedzielę Ninka zaczęła rzęzić i pojechaliśmy do naszego lekarza i co? Zapalenie płuc... No ja wiedziałam, że jak pójdzie do przedszkola, to się zacznie budowanie odporności, ale żeby zaraz zapalenie płuc po pierwszym dniu w przedszkolu?!?!?!
Oczywiście jak trzeba wstać, to dziecko śpi i obudziło się o 9, kiedy już powinnyśmy być na miejscu, skutkiem czego przegapiłyśmy logopedię. Trudno, przecież jeszcze tyle zajęć przed nami!
Ninka zachowywała się bardzo w porządku, na początku obserwowała i niewiele mówiła, wyraźnie peszyła się jak znajdowała się w centrum uwagi, np. jak wtedy kiedy wszystkie dzieci po kolei skakały na trampolinie, a pani śpiewała im piosenkę - kiedy przyszła kolej Ninki to zaczęła szaleć i robić na tej trampolinie wszystko oprócz skakania ;) Kiedy tylko pani na chwilę odwróciła się żeby pomóc innemu dziecku wyplątać się z apaszki, Ninka pięknie zaczęła skakać i powróciła do szaleństw jak tylko pani uwaga wróciła do niej ;) Ale w następnej kolejce już skakała. Mówić nie chce za bardzo, szczególnie do dzieci: jedna jest taka fajna dziewuszka rozgarnięta i sympatyczna, która próbowała ją zaczepiać, ale Ninka nic jej nie chciała powiedzieć i w końcu Mania zapytała panią: "A czemu ona nic nie mówi?" Stopniowo jednak Misia coraz bardziej wtapia się w zabawy innych dzieci, tyle tylko że na razie nie umie jeszcze w tym wytrwać i w połowie zabawy odchodzi i zajmuje się czymś innym.
I tu właśnie pojawia się jedna z przewag przedszkola montessori: "czymś innym" = "czymś sensownym, rozwojowym i fajnym, a nie gupim jeżdżeniem wózkami z lalkami". Super są te zabawki.
Co do obiadu, to oczywiście ledwo dziubnęła, za bardzo była przejęta nowym otoczeniem. Rzecz jasna patrząc na nią nikt by na to nie wpadł, bo ona tak jak ja sprawia wrażenie zblazowanej ;) Ale przez całe 4 godziny jak byłyśmy w przedszkolu nie chciała siusiu, dopiero przed wyjściem przypomniałam jej że jak wychodzimy to zawsze trzeba najpierw siusiu :) Za to żegnając się dała buziaki wszystkim paniom! I to sama z siebie! A z tymi jej buziakami to nie zawsze jest łatwo, staram się ją uczyć, że zawsze tak się witamy i żegnamy, ale ona niestety przylepą nie jest...
Wracając do "przecież jeszcze tyle zajęć przed nami!" hmmmm... W piątek kiedy miałyśmy znowu iść do przedszkola, dzidka mi od rana smarka i mówi że gardło boli. Już w nocy budziła się 1000 razy, więc jasne było, że będzie chora. W sobotę lekarz przyjechał z limu, nic nie wypisał. W niedzielę Ninka zaczęła rzęzić i pojechaliśmy do naszego lekarza i co? Zapalenie płuc... No ja wiedziałam, że jak pójdzie do przedszkola, to się zacznie budowanie odporności, ale żeby zaraz zapalenie płuc po pierwszym dniu w przedszkolu?!?!?!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)