środa, 16 listopada 2011

Postępy nocnikowe, jeśli to tak można w ogóle nazwać...

Oporna jest moja Ninuśka pod tym względem okrutnie. Jak patrzę na kalendarz, że już listopad i mówi siusiu, a częściej a-a raz, a 10 razy nie powie, a w sierpniu już potrafiła na wycieczkach dawać znać za każdym razem, jak byliśmy w górach, to zastanawiam się co zrobiliśmy nie tak.

Teoretycznie nie powinniśmy jej strofować, jak już się zsiusia, tylko mówić że wszystko w porządku. Ale jak tak mówiliśmy, to ona przyjmowała to za dobrą monetę, podczas gdy nam zależało żeby jednak się dowiedziała, że tak się nie robi. Nie zmuszamy jej do siadania, bo cyrki wyczynia okrutne, ale stosujemy 1000 wybiegów na minutę, od: usiądź, to będziesz mogła... do: jak nie usiądziesz, to nie będziesz mogła... To pewnie też jest złe, ale bez zachęcania i uczenia konsekwencji to już wcale by nie siadała.

Ostatnio nawet podczas wyjść się pogorszyło, a generalnie zawsze poza domem było lepiej: daje się wysadzić, ale nic nie robi, a za chwilę mokre majty... A zima już idzie i nie mam 4 kombinezonów na zmianę, więc chyba pielucha wróci na spacery :( W nocy też pielucha, bo jak widzę z jakim baniakiem się budzi między nogami, to uznaję że i tak snu za mało (bo Większa Dzidzia się często budzi, a Mniejsza Dzidzia się domaga dużo wypoczynku ze strony żywiciela...). No i tak się bujamy między nadziejami: no, już sama poszła i usiadła i zrobiła, to może teraz pójdzie, przez: może by do jakiego psychologa? do: normalnie zapakuję Cię z powrotem w pieluchy do czwartego roku życia!

Fajne “powiedzonka”

Ostatnio przyszli do nas znajomi i szliśmy razem na spacer, akurat wszyscy zakładali szaliki. Ninka, jak zwykle, wyliczała kto ma, zaczynając od siebie, następnie pokazując ciocię i wujka (wujek próbuje wymawiać, ale różnie jej to idzie, ciocia jest zdecydowanie prostsze) i mówi tak: „Niania ma, ciocia ma, cioć ma”… A my wszyscy pękliśmy ze śmiechu :)
Ostatnio nie ma kompletnie fazy na kapcie. Nie chce zakładać i ucieka. Wtedy moja mama, która akurat się nią opiekowała, tłumaczy jej, że jest niegrzeczna i jak nie założy kapciuszków, to nie będzie się z nią bawić i odeszła w drugi kąt salonu. Ninka usiadła, zapatrzyła się w okno, zmarszczyła w specyficzny sposób oznaczający „przetwarzanie” i mówi z melancholią w głosie: „Niania fu be!”
Kościół to jest generalnie „bam bam”, bo dzwony biją. Ale jakiś czas temu, kiedy wręczała mi po kolei różne cyfry ze swoich piankowych puzzli, nazwała czwórkę „bam bam”… Dopiero po chwili do mnie dotarło, że 4 ma krzyżyk, a krzyż jest w kościele, więc „bam bam”! Nie miałam pojęcia, że dziecko tak zauważa symbole religijne, ale teraz wiem, że za każdym razem jak będziemy przechodzić koło cmentarza, to też usłyszę „bam bam” :)
Interesujący był też jej komentarz na spacerze z babcią, kiedy mijały samochód z uszkodzonym kołem po stłuczce. Ninka mówi: „bu bum bach, koło fu be!”

Aktualny słowniczek

Od półtora tygodnia mamy długo wyczekiwaną eksplozję mowy :) Ninusia mówi kilka nowych słów dziennie, powtarza chętnie, buduje coraz dłuższe zdania, a mamusia nie posiada się z radości!
Nowe słowa na 2 latka:
Wyraźne:
osiem
siedem
łapa
baja
inny
mała (chętnie w wyrażeniach, np. mała dzidzia)
osioł
ptak
dach
dym
dom
domu (w domu albo do domu to ma oznaczać)
miś
piana
tutaj
tu
tam
moja
koło
Kaja i Olo (rodzeństwo cioteczne)
ciociu (już zaczyna odmieniać, wcześniej tylko ciocia)
nic
byk
idę, idzie, idź (niekoniecznie w odpowiedniej formie w odpowiednim miejscu ;))
je (coraz częściej zamiast am)
but, buty
czapa
siusiu
kupka (jak się uda)
już
nos
czoło
buzia
zima
lato
jesień (no prawie)
wiosna (tak bardzo prawie)
drzwi (dźwi)
liść
ptak 
ciach
ciacho
ciasto

Domyślne:
jeden – nie sposób zapisać jak to mówi, bo za każdym razem jest inaczej
juto (jutro)
siama
siamo (takie samo)
duja (duży, duża)
eme (zebra - why???)
ama (małpa - j.w.)
onio (okno)
siaba (szlaban)
kja kja (kra kra)
pam (pan)
paja (parasol, względnie parówka)
obja (obiad)
sićnie (ślicznie)
dobje (dobrze)
bjabo (brawo)
kjab (krab)
bwi (brwi)


Rozbrajające są też zdania, coraz dłuższe: „Cici je ma!” wskazując na miseczkę kota, którego akurat podczas tego spaceru nie spotkała z niej jedzącego, „Mała dzidzia tutaj”, „Mama idę, Niania idę”,Mama tu buty” etc.

wtorek, 15 listopada 2011

Angielski - c.d.

W końcu udało nam się zapisać na zajęcia metodą Helen Doron. Oczywiście panie o mnie zapomniały i okazało się że grupa już jest i są w połowie kursu... Wrrr!
Ale nic to, ważne żeby się osłuchiwać, a nie lecieć od początku "wg programu". Zajęcia są strasznie śmieszne, są bliźniaki dziewczynka i chłopiec 2.5 roku, do tego jeszcze dziewczynka i chłopiec w podobnym wieku i nasz Mały Tajfun między nimi ;))) Ninka już coraz bardziej wyraźnie się socjalizuje, coraz więcej czynności robi z innymi dziećmi, udaje samolot, wstaje i siada jak trzeba (a potem zaraz się kładzie i turla jak nie trzeba, ale nic to), próbuje powtarzać słowa, naprawdę mi się podobają te zajęcia, a naczytałam się wiele negatywnych opinii o tej metodzie. M.in. o badaniu porównującym umiejętności językowe dzieci z rodzin dwujęzycznych i uczonych tą metodą. Badanie dla mnie kompletnie tendencyjne, BTW...
Pani jest spokojna, zajęcia są ciekawe dla dzieci, ale nowe słowa wchodzą dość powoli, dzieci bez problemu intuicyjnie je rozumieją i świetnie się przy tym bawią, a ja pękam ze śmiechu na to co się tam wyprawia, a szczególnie co robi Ninka: jak "jedziemy" wokół pokoju, ona jedzie pod prąd, jak tańczymy, ona skacze, jak kolorujemy autobus, ona koloruje pół książeczki, jak trzeba usiąść przodem do pani i coś oglądać, to ona się opiera o panią i przyjmując zblazowaną pozę patrzy na inne dzieci, jakby ona już to dawno słyszała... Śmiech na sali po prostu! Ostatnio zapomniałam telefonu, ale następnym razem zrobię jakiś filmik i go tu wrzucę.

Dalsze powiększanie rodziny :)

Wg planu poczynionego już dawno, drugi dzidziuś przyjdzie na świat dokładnie 2.5 roku po Nince :)

Ogromnie się cieszymy! Na razie nie wiadomo jeszcze jaka płeć (moi rodzice trzymają kciuki za dziewczynką, a teściowie za chłopcem...), a my tylko chcemy oczywiście żeby było zdrowe.

Nince mówiliśmy i ona zapewne ma bardzo mgliste zrozumienie tematu, aczkolwiek wie, że mama nie może jej podnosić bo jest dzidzia, ostatnio mówi już o niej "mała dzidzia" (bo sama jest duża, nie?) i pokazuje na mój brzuszek, często podchodzi, odwija go z ubrań i całuje... Strasznie to jest kochane!

Plan jest taki, żebym została z nową dzidzią dłużej, co najmniej 2 latka żeby mógł już pójść do przedszkola do grupy maluszkowej, żeby nie trzeba było znowu babć eksploatować. Zresztą mi się wcale do pracy nie spieszy...

środa, 14 września 2011

Angielski

Ponieważ przedszkole Montessori ma na razie przewagę (decyzję podejmiemy w przyszły wtorek, po wizytacji, ale…), to teraz żałuję tego angielskiego w tamtym przedszkolu. Żadną metodą Ninka się nie nauczy lepiej angielskiego, chyba że zatrudnimy native’a na stałe :)


Dlatego szukam jakichś zajęć, żeby miała chociaż trochę kontaktu z językiem. Cośtam w przedszkolu też będzie, ale czemu nie więcej? Znalazłam zajęcia dla 2-3 latków, ale są strasznie daleko, w godzinach korkowych, za mostem. Odpada. Przypomniało mi się o Helen Doron i postanowiłam o tej metodzie poczytać. Nie zachwyciła mnie: teoretycznie fantastycznie, ale co to za kontakt z językiem raz w tygodniu pół godziny, a potem odsłuchiwanie kaset? Piosenki po angielsku same w sobie nic nie dają, IMHO. Ale że zajęcia są znowu pod nosem (ależ to nasze osiedle jest centrum kultury, okazuje się!) to postanowiłam pójść na zajęcia pokazowe i zobaczymy. Przy wsparciu i ćwiczeniach (oczywiście poprzez zabawę ;) ) w domu, coś powinno z tego wyjść. Na razie nie ma jeszcze grupy (uuu, teoria o naszej dzielnicy being centrum kultury się trochę nadwątliła…), ale mają zadzwonić jak się zbierze tu, albo trochę dalej. Zobaczymy :)

A na stronie British Council jest dużo materiałów dla rodziców chcących uczyć dzieci. No i pierwszą książeczkę z podpisami po polsku i angielsku zanabyłam, a co! Dziecko uczy się w ten sposób bardzo szybko, a że na razie nie rozumie co po angielsku, a co po polsku i co to w ogóle znaczy „w jakimś języku” to w najmniejszym stopniu nie szkodzi :)

No i muszę się w końcu zabrać za dalsze ściąganie brytyjskich bajek (tzn. kupowanie rzecz jasna…), bo mała codziennie rano jak się budzi między 6 a 7, to ją bierzemy do łóżka i włączamy bajki, a one jej się już nudzą te co lecą w Baby TV i CBeebies…

ZOO

W niedzielę, korzystając z prawdopodobnie ostatniej słonecznej niedzieli z temperaturą powyżej 25 stopni w tym roku (oby nie!), pojechaliśmy po południu do ZOO. Ninka jeszcze tam nie była, bo jakoś nigdy nie było czasu, zawsze było coś fajniejszego, a w dodatku rodzice się bali legendarnych kolejek do kasy. Pojechaliśmy po spaniu, o 16, więc w kolejce było 0 osób :)

Ninka okazała się bardzo dzielna, wytrwała i grzeczna: chodziliśmy ponad 3 godziny i mała cały czas na nogach, oprócz krótkich chwil, kiedy stawialiśmy/sadzaliśmy ją na ogrodzeniu, żeby mogła popatrzeć na zwierzęta. A długo takie unieruchomienie w przypadku naszego dziecka nie zdaje egzaminu, za wyjątkiem obserwacji wydry, która a. była bardzo blisko, b. okazała się interesująca, bo ciągle się ruszała, machała wąsami, myła pupę, wygryzała sobie brudy z futra na brzuchu, wreszcie pływała stylem wężowym co było również atrakcyjne, c. niedawno Misia oglądała z babcią film o wydrach i też jej się podobał, jak się potem okazało.

Jak jechaliśmy, Ninka już była zadowolona i pytała jakie zwierzątka będą. Więc mówiliśmy że słonie, żyrafy (akurat ta poszła spać, zanim do niej dotarliśmy) itd., a Ninka pytała czy będą jej ulubione: „Io io? Baa? Ci ci? Ama?” (tłumaczenie tu). Kiedy dotarliśmy do żubrów i mama pokazała dziecku jak jedzą siano, Ninka zaczęła się domagać też: „Niania? Taa? Taa?”. A jak pojawiliśmy się przy kangurach, powiedziałam Nince że będzie z nimi skakała, a one akurat poskakały w drugą stronę :( I Ninusia koniecznie chciała przejść przez ogrodzenie, żeby za nimi pokicać… ;) A w sali wolnych lotów mogliśmy poobserwować ptaszyska z naprawdę bardzo bliska i Nince się podobało to doświadczenie.

Oczywiście mamusia poczuła się zobligowana do poczynienia dziecku prezentacji ze zwierzątkami oglądanymi  w ZOO. Spodobało się, kazała sobie dwa razy pokazać. Muszę zrobić wersję rozszerzoną z wyświetlaniem się nazwy i mówieniem jednego faktu o danym zwierzęciu podczas wyświetlania się jego foty. Sporo pomysłów na prezentacje można zerżnąć z samego ZOO: porobiłam sobie zdjęcia ciekawych plansz i będę nad nimi pracować. W wolnej chwili. Jeśli taka mnie najdzie kiedyś…

Słowniczek

Ninka mieści się w swojej normie wiekowej, tzn. mówi poprawnie kilkanaście słów. Ale mamusia w jej wieku gadała już zdaniami, skutkiem czego nie mogę się pozbyć uczucia żalu, że ona jeszcze nie mówi – nie dlatego że jest gorsza, tylko dlatego że to gadanie jest takie fajne, a ja nie mogę się go doczekać!!! W tej małej, pięknej główce się tyle dzieje, a ja nie wiem co i dopraszam się o zwerbalizowanie tych przemyśleń! Poza tym dzieci które mówią wcześnie, mówią strasznie śmiesznie, a często dzieci, które zaczynają mówić późno, mówią od razu dość poprawnie, a to przekręcanie i słowotwórstwo jest takie słodkie…

Podsumujmy, co Miśka mówi poprawnie:
Mama
Tata
Ciocia
Nina (choć przeważnie mówi „Niania”, ale jak się leniuszek postara, to jest „Nina” bardzo wyraźne)
Nie
Daj
Trzy (każdy numerek to jest trzy, zapytana: ile masz rączek? Mówi radośnie: trzy!)
Chodź
Mam
Pupa
Pa pa
Ty
Ja
Mniam mniam (może to i nie pełnoprawne słowo, ale jak ona pięknie je mówi!)
Dzidzia
Dzieci (czasem jej się uda)
Kaja (czasem jej się uda)
Ewa (czasem jej się uda)
Dwa (czasem jej się uda)
Jaja (a lubi je przeogromnie, tak jak makaron i kukurydzę prawie ;) )
Nic
Halo
Czyta
Bach (w sensie dźwiękonaśladowczym, nie ten kompozytor ;) )
Buch
Krzak
Hak
Hop
Bubble ;)
Bye - bye

A tu jej radosne słowotwórstwo:

Baba (wiadomo)
Dziadzia (wiadomo)
Ta albo Taa w zależności od stopnia rozemocjonowania (tak)
Je (jest)
Bam (kościół)
Aufa (autobus, tramwaj też)
Am (jeść, je, jedzą)
Si (gorąco/e albo zimno/e)
Dzi (dziękuję, proszę, poproszę ;) )
Popo (pociąg)
Oba (zobacz)
Aba (żaba)
Ci ci (kotek)
Mu (krowa)
Ał ał (pies)
Io io (osioł)
Bee (owca)
Klo klo (koń)
Ama (ślimak)
Ti ta (zegar)
Ta ta ta (kura albo kaczka)
Kitchli (nie da się tego zapisać, królik, może to jest od „kic kic”???)
Ba (bakuś)
Bach (piłka)
Pa (pan, pani, parasol)
A-a-a (śpiewaj)
Bu (samochód, jedzie(my), jedźmy)
Ma (nie ma – w zasadzie „ma” to słowo, może powinnam je umieścić w pierwszej liście? ;) )
Buja (huśtawka, bujaj)
Ampa (lampa)
Tjata (traktor)
 
Od pewnego czasu Ninka coraz chętniej powtarza słowa, o które się ją prosi. Czasem nie mają one kompletnie nic wspólnego z pierwowzorem i jest to rozbrajające :) Ale wcześniej nie chciała próbować powtórzyć, bo czuła że jej nie wychodzi. Ambitna jest :)  

Postępy spaniowe

Postanowiliśmy z mężem jednak nie wracać do metody 3-5-7 i spróbować wrócić do starego porządku bardziej stopniowo. Na początku byłam sceptyczna, bo uważałam że odzwyczajanie najpierw od bujania i śpiewania na rzecz trzymania za rękę, potem od trzymania za rękę na rzecz obecności w pokoju, a potem od obecności w pokoju na rzecz nieobecności przedłuża tylko tortury.

Ale okazało się że nie miałam racji, bo Ninka już po 3 dniach zaakceptowała, że bujamy/śpiewamy tylko przez chwilę, a potem gasimy światło, włączamy muzykę Bobasa i już tylko siedzimy na krześle. Leży i mówi: „Buja? Nie. A-a-a? Nie.” ;))) A co najważniejsze, w nocy jest duuużo lepiej: od czasu ostatniej zmiany Ninka budzi się 2, góra 3 razy w nocy i bardzo szybko zasypia. Dziś to w zasadzie dwa razy w nocy jak się obudziła, to tylko do niej poszłam, pogłaskałam, poprawiłam kołdrę i zaraz wyszłam. A ona zasnęła :) Za to obudziła się o 6 rano…

Postępy nocnikowe

Wczoraj Ninka po raz pierwszy sama usiadła na nocnik ZDJĄWSZY UPRZEDNIO MAJTECZKI I SPODNIE i zrobiła siusiu!!!! A ostatnio nie chce siusiać i trzeba na głowie stawać, żeby ją skłonić do posadzenia pupy na nocniku. Np.: „Zobacz, mamusia też siusia”, „Musimy zrobić siusiu przed wyjściem. Chcesz jechać na wycieczkę? [a wycieczkowiczka z niej pierwszej wody: ciągle dopytuje kiedy będziemy gdzieś „buu” ;) ] No to musisz najpierw zrobić siusiu, zawsze robimy siusiu przed wyjściem”, "Jak chcesz (a chce) umyć rączki, to musisz najpierw zrobić siusiu, bez siusiu nie trzeba myć rączek!", „Pokażemy teraz tygryskowi/osiołkowi/króliczkowi/komuśtam jak ładnie siusiasz”, „Usiądź to Ci zmienię spodenki/coś tam”, „Usiądź to… coś tam”. Przynajmniej mama i babcia trenują wyobraźnię, bo oglądanie filmików w telefonie nie jest już wystarczająco atrakcyjne…

Uczę ją też samodzielnej obsługi nocnikowej, tzn. zdejmowania majtek (co do wczoraj wychodziło z trudem), wycierania pupki, zakładania majtek i spodenek (co do przedwczoraj było robione bez uwzględnienia wystających pośladków ;))) ), podciągania rękawków, odkręcania wody w bidecie (oczywiście to nie jest bidet, tylko niska umywalka dla Ninki :) ), moczenia rączek, nakładania mydła w płynie, mydlenia (mówię jej, że najpierw musi pocierać rączkami o siebie, żeby zrobić pianę i ona tak słodko co chwilę sprawdza, czy już jest piana :) ), spłukiwania rączek, zakręcania wody i wycierania łapek w jej własny ręczniczek przy”umywalkowy”. I Ninka sobie radzi coraz lepiej, ostatnio też uznała że do niej należy wylewanie siusiów z nocnika do sedesu, przy czym nie mogę się powstrzymać od asystowania…  A jak robi kupkę na sedesie (bo z oczywistych przyczyn wolę, jak tam robi), to po każdej porcji robi jej „pa pa” i spuszcza wodę ;)))

Rozwój osobowości i charakteru

Ninka jest fantastyczną dziewczynką – to jasne. Każdy rodzic tak powie o swoim dziecku. No dobra, każdy normalny rodzic. Ostatnio z dumą obserwuję jej dojrzewanie i uspołecznianie się.

Ninusia zawsze była energiczna, krzykliwa i charakterna. Zresztą ma po Kim: złośnica po mnie, uparciuch po tatusiu :) Ale zawsze staraliśmy się panować nad jej napadami złości i ostatnio widzę tego efekty. Tzn. zawsze można było ją jakoś uspokoić (nie dając przy tym tego, o co się drze, co jest tu kluczowe), ale zawsze były lepsze i gorsze dni, w których dużo marudziła i się awanturowała i chciała cały czas być w centrum uwagi. Nie można było spokojnie zjeść obiadu, bo albo ciągnęła za rękę i mówiła: „chodź!”, głucha na tłumaczenie że mamusia/tatuś/babcia/ciocia/ktokolwiek je teraz obiad/pije herbatę/rozmawia/cokolwiek. I awantura gotowa. Druga strategia zakładała robienie niedozwolonych rzeczy z łobuzerskim uśmiechem, najczęściej stawanie na fotelach, czym skutecznie odciągała rodziców od stołu…

Od pewnego czasu i jest to czas krótszy niż miesiąc, widzę że moja złośnica się poskramia. Już można jej wiele rzeczy wytłumaczyć i ona je uznaje. Pamiętam zdziwienie na twarzy mojej przyjaciółki, kiedy byliśmy u nich z wizytą dwa tygodnie temu i Ninka bardzo ładnie bawiła się z prawie dwa lata starszym Guciem, a kiedy podeszła do mnie, żeby mnie gdzieś zaciągnąć, wyjaśniłam jej łagodnie: „mamusia teraz rozmawia z ciocią, pobaw się z Guciem”, a ona bez znaku sprzeciwu obróciła się na pięcie i zadowolona podreptała psuć Guciowi jakąś konstrukcję. Jest coraz bardziej samodzielna i coraz więcej czasu spędza bawiąc się gdzieś tam i tylko co jakiś czas kontrolując czy patrzę: mogę sobie nawet książkę poczytać! Mierzę postępy dziecka w liczbie przeczytanych dziennie stron ;)

Coraz lepiej radzi sobie też w większych grupach dzieci. Wcześniej była typem obserwatorki, przez postronne osoby mogła być nawet uznana za nieśmiałą: w nowej sytuacji nie wkraczała do zabawy, tylko obserwowała otoczenie przez pewien czas. I zawsze musiała mieć gdzieś blisko mamusię. Teraz na placach zabaw czy u znajomych czas obserwacji skrócił się drastycznie (na placu zabaw do zera), a Miśka szaleje po chwili z dzikim śmiechem i z uaktywnionym motorem w pupie. Moja mama mówi, że przypomina jej wtedy mnie w jej wieku. Na placu zabaw patrzy gdzie jestem tylko wtedy, kiedy potrzebuje pomocy albo chce mi pokazać jaką brawurową akcję postanowiła podjąć. Wydaje mi się, że gdybyśmy teraz miały zajęcia adaptacyjne w przedszkolu, to wyglądałyby one zupełnie inaczej.

piątek, 9 września 2011

Wymarzone zabawki dla Ninki

Ehhh jak sobie pluję w brodę (a czytałam ostatnio żeby nie żałować - jakoś nie dociera), że nie zainteresowałam się tematem Montessori wcześniej, skutkiem czego uniknęłabym kupowania plastikowego badziewia i robiłabym już wcześniej dziecku sensowne prezenty. Wprawdzie zawsze starałam się kupować edukacyjne zabawki, a tonę lalek i innych pierdół dostawała od innych, ale i tak żałuję.

Dobrze że niedługo urodziny, Mikołajki i Gwiazdka, a rodzina spuszcza się na mnie w wyborze prezentów dla Ninulka, więc jest szansa że dostanie superzabawki drewniane, piękne i uczące :)


Tu będę gromadzić swoje typy:
z Drewniaczek.eu:
























































































Drewniana piramidka z klockami nawleczonymi na sznurek, choć to jest dość podobne do prostej piramidki 1-5 z kolorowymi kółkami, którą kupiłam Ninusi ostatnio w Tesco :) A jak sznurki to lepiej nawlekanka chyba.










Drewniana nawlekanka - o, np. taka












Plansza do sortowania figur, opcja 2, ale taką samą widzieliśmy w "naszym" przedszkolu ;)











Plansza do sortowania figur opcja 3, ta jest wprawdzie od 3 lat, ale wydaje mi się najciekawsza dla Ninki











Drewniana mozaika, wydaje mi się że coś podobnego znajdę na bazarku za trzykrotnie niższą cenę...











Drewniana układanka, wydaje mi się o tyle fajna, że wkłada się figury geometryczne, a powstają zwierzątka.












Drewniana układanka, tego typu układanki z uchwytami są ponoć najlepsze, bo ćwiczą chwyt pęsetkowy, dodatkowo ta posiada traktor, a to maszyna, którą Ninka kocha po prostu!

edit: kupiłam jej dziś coś podobnego na bazarku, nie mogłam wytrzymać (ostatnio strasznie rozpuszczam córcię zabawkowo...) i bez sensu zupełnie: to jest za łatwe! A wszędzie piszą że od 2 lat, to jakieś nieporozumienie...
Drewniane puzzle, już chyba czas wprowadzić, a że koniki na tapecie, to powinno się spodobać











Komplet 4 puzzli konie, kotki, pieski, króliki, czyli wszystko to, co Ninka darzy afektem :)



















Przyrząd do gimnastyki dłoni - wstęp do nauki jedzenia pałeczkami ;)

 
 
Plaster miodu z pszczółkami - też od 3 lat, więc może być trudne, ale na pewno fajnie ćwiczy umiejętność chwytania szczypczykami. Chociaż to w sumie można poćwiczyć bez wydawania 76 zł :)

 

 















No i absolutne hiciory, jak dla mnie, mapy - pewnie jest na to jeszcze za wcześnie, ale po prostu się zakochałam!:
 
 Dzieci świata z uchwytami, 16 elementów













Mapa Europy, każde państwo na oddzielnym elemencie














Mapa Polski! z 16 elementami-województwami
















Z Drewlandia.com.pl - tu jest duuużo taniej :)
















Drewniana układanka z alfabetem, dużo tańsza, o takich samych wymiarach i mniej ozdobna od Drewniaczkowej, co akurat też poczytuję za plus.




Układanka drewniana pojazdy, układanki też są tu tańsze, ale nie ma traktorów :(





Korale drewniane, różne kształty i rozmiary - do wykorzystania wg inwencji, a możliwości jest sporo :)





Pudełka, również wiele możliwości zabaw i porządkowania





Komódka, j.w.





Szczypczyki, jak w zabawce plaster miodu z Drewniaczka, tylko koszt niższy 35x :), inne akcesoria kuchenne też do wykorzystania




Z kopalni niewyczerpanej, czyli z Allegro:
Najprzeróżniejsze drewniane domina zwierzątkowe, cyferkowe, proste i powyginane








Puzzle sześcienne łatwe, 4-elementowe
Puzzle owocowe ułamki - to drogie i na później raczej (55zł)
Memo dotykowe z filcu, bardzo fajne, ale za 59 to samemu można zrobić kilka zestawów ;)
Puzzle cyferkowe w tańszej wersji

Puzzle 4-elementowe: takie będą lepsze na początek
 Puzzle do nauki liczenia, liczebności i działania
 Puzzle z alfabetem: małe i duże litery

Układanka etapy rozwoju żaby - to takie montessoriańskie wręcz :)















But do sznurowania - na to jeszcze za wcześnie, ale 20 zł...
Układanka z maszynami budowlanymi - to jest na topie, biorąc pod uwagę zainteresowanie Ninki wszelkimi budowami autostrad, których u nas pod dostatkiem ;)
Puzzle z Kubusiem Puchatkiem do nauki liczenia w formie książeczki - bardzo fajny pomysł
Drewniany alfabet małych literek, co rzadko spotykane, choć wygląda dość badziewnie...











 Układanka trochę inna niż wszystkie
Puzzle drewniane las: fajne bo tematyka rzadko spotykana w puzzlach i dwa rodzaje układanek












Koraliki z alfabetem w pięknym pudełku idealnym do sortowania - wiele możliwości, ale raczej jeszcze na to za wcześnie.
Fajne koraliki też tu.
Klocki Krecik uczące liczenia i działań, tylko niewiele widać...












Liczby do 20 z dźwiękiem: nazwa liczb po angielsku










Drewniana kuchnia - to jest drogie i chyba jeszcze za wcześnie, poza tym nie wiem, czy sensowne, ale piękne i dlatego się tu znalazło ;)







C.d. map: mapa USA z dźwiękiem: nazwa stanu i jego stolicy






















Z innych ciekawostek:
Drewniane pianino z oznaczeniami dźwięków



























A dziś byłam w Smyku i o dziwo tam jest sporo fajnych zabawek drewnianych firmy Melissa&Doug, czyli dość drogich, ale i tak to jedno z niewielu miejsc (oprócz mojego bazarku ;)), gdzie można dostać mądre i piękne drewniane zabawki.