środa, 16 listopada 2011

Postępy nocnikowe, jeśli to tak można w ogóle nazwać...

Oporna jest moja Ninuśka pod tym względem okrutnie. Jak patrzę na kalendarz, że już listopad i mówi siusiu, a częściej a-a raz, a 10 razy nie powie, a w sierpniu już potrafiła na wycieczkach dawać znać za każdym razem, jak byliśmy w górach, to zastanawiam się co zrobiliśmy nie tak.

Teoretycznie nie powinniśmy jej strofować, jak już się zsiusia, tylko mówić że wszystko w porządku. Ale jak tak mówiliśmy, to ona przyjmowała to za dobrą monetę, podczas gdy nam zależało żeby jednak się dowiedziała, że tak się nie robi. Nie zmuszamy jej do siadania, bo cyrki wyczynia okrutne, ale stosujemy 1000 wybiegów na minutę, od: usiądź, to będziesz mogła... do: jak nie usiądziesz, to nie będziesz mogła... To pewnie też jest złe, ale bez zachęcania i uczenia konsekwencji to już wcale by nie siadała.

Ostatnio nawet podczas wyjść się pogorszyło, a generalnie zawsze poza domem było lepiej: daje się wysadzić, ale nic nie robi, a za chwilę mokre majty... A zima już idzie i nie mam 4 kombinezonów na zmianę, więc chyba pielucha wróci na spacery :( W nocy też pielucha, bo jak widzę z jakim baniakiem się budzi między nogami, to uznaję że i tak snu za mało (bo Większa Dzidzia się często budzi, a Mniejsza Dzidzia się domaga dużo wypoczynku ze strony żywiciela...). No i tak się bujamy między nadziejami: no, już sama poszła i usiadła i zrobiła, to może teraz pójdzie, przez: może by do jakiego psychologa? do: normalnie zapakuję Cię z powrotem w pieluchy do czwartego roku życia!

Fajne “powiedzonka”

Ostatnio przyszli do nas znajomi i szliśmy razem na spacer, akurat wszyscy zakładali szaliki. Ninka, jak zwykle, wyliczała kto ma, zaczynając od siebie, następnie pokazując ciocię i wujka (wujek próbuje wymawiać, ale różnie jej to idzie, ciocia jest zdecydowanie prostsze) i mówi tak: „Niania ma, ciocia ma, cioć ma”… A my wszyscy pękliśmy ze śmiechu :)
Ostatnio nie ma kompletnie fazy na kapcie. Nie chce zakładać i ucieka. Wtedy moja mama, która akurat się nią opiekowała, tłumaczy jej, że jest niegrzeczna i jak nie założy kapciuszków, to nie będzie się z nią bawić i odeszła w drugi kąt salonu. Ninka usiadła, zapatrzyła się w okno, zmarszczyła w specyficzny sposób oznaczający „przetwarzanie” i mówi z melancholią w głosie: „Niania fu be!”
Kościół to jest generalnie „bam bam”, bo dzwony biją. Ale jakiś czas temu, kiedy wręczała mi po kolei różne cyfry ze swoich piankowych puzzli, nazwała czwórkę „bam bam”… Dopiero po chwili do mnie dotarło, że 4 ma krzyżyk, a krzyż jest w kościele, więc „bam bam”! Nie miałam pojęcia, że dziecko tak zauważa symbole religijne, ale teraz wiem, że za każdym razem jak będziemy przechodzić koło cmentarza, to też usłyszę „bam bam” :)
Interesujący był też jej komentarz na spacerze z babcią, kiedy mijały samochód z uszkodzonym kołem po stłuczce. Ninka mówi: „bu bum bach, koło fu be!”

Aktualny słowniczek

Od półtora tygodnia mamy długo wyczekiwaną eksplozję mowy :) Ninusia mówi kilka nowych słów dziennie, powtarza chętnie, buduje coraz dłuższe zdania, a mamusia nie posiada się z radości!
Nowe słowa na 2 latka:
Wyraźne:
osiem
siedem
łapa
baja
inny
mała (chętnie w wyrażeniach, np. mała dzidzia)
osioł
ptak
dach
dym
dom
domu (w domu albo do domu to ma oznaczać)
miś
piana
tutaj
tu
tam
moja
koło
Kaja i Olo (rodzeństwo cioteczne)
ciociu (już zaczyna odmieniać, wcześniej tylko ciocia)
nic
byk
idę, idzie, idź (niekoniecznie w odpowiedniej formie w odpowiednim miejscu ;))
je (coraz częściej zamiast am)
but, buty
czapa
siusiu
kupka (jak się uda)
już
nos
czoło
buzia
zima
lato
jesień (no prawie)
wiosna (tak bardzo prawie)
drzwi (dźwi)
liść
ptak 
ciach
ciacho
ciasto

Domyślne:
jeden – nie sposób zapisać jak to mówi, bo za każdym razem jest inaczej
juto (jutro)
siama
siamo (takie samo)
duja (duży, duża)
eme (zebra - why???)
ama (małpa - j.w.)
onio (okno)
siaba (szlaban)
kja kja (kra kra)
pam (pan)
paja (parasol, względnie parówka)
obja (obiad)
sićnie (ślicznie)
dobje (dobrze)
bjabo (brawo)
kjab (krab)
bwi (brwi)


Rozbrajające są też zdania, coraz dłuższe: „Cici je ma!” wskazując na miseczkę kota, którego akurat podczas tego spaceru nie spotkała z niej jedzącego, „Mała dzidzia tutaj”, „Mama idę, Niania idę”,Mama tu buty” etc.

wtorek, 15 listopada 2011

Angielski - c.d.

W końcu udało nam się zapisać na zajęcia metodą Helen Doron. Oczywiście panie o mnie zapomniały i okazało się że grupa już jest i są w połowie kursu... Wrrr!
Ale nic to, ważne żeby się osłuchiwać, a nie lecieć od początku "wg programu". Zajęcia są strasznie śmieszne, są bliźniaki dziewczynka i chłopiec 2.5 roku, do tego jeszcze dziewczynka i chłopiec w podobnym wieku i nasz Mały Tajfun między nimi ;))) Ninka już coraz bardziej wyraźnie się socjalizuje, coraz więcej czynności robi z innymi dziećmi, udaje samolot, wstaje i siada jak trzeba (a potem zaraz się kładzie i turla jak nie trzeba, ale nic to), próbuje powtarzać słowa, naprawdę mi się podobają te zajęcia, a naczytałam się wiele negatywnych opinii o tej metodzie. M.in. o badaniu porównującym umiejętności językowe dzieci z rodzin dwujęzycznych i uczonych tą metodą. Badanie dla mnie kompletnie tendencyjne, BTW...
Pani jest spokojna, zajęcia są ciekawe dla dzieci, ale nowe słowa wchodzą dość powoli, dzieci bez problemu intuicyjnie je rozumieją i świetnie się przy tym bawią, a ja pękam ze śmiechu na to co się tam wyprawia, a szczególnie co robi Ninka: jak "jedziemy" wokół pokoju, ona jedzie pod prąd, jak tańczymy, ona skacze, jak kolorujemy autobus, ona koloruje pół książeczki, jak trzeba usiąść przodem do pani i coś oglądać, to ona się opiera o panią i przyjmując zblazowaną pozę patrzy na inne dzieci, jakby ona już to dawno słyszała... Śmiech na sali po prostu! Ostatnio zapomniałam telefonu, ale następnym razem zrobię jakiś filmik i go tu wrzucę.

Dalsze powiększanie rodziny :)

Wg planu poczynionego już dawno, drugi dzidziuś przyjdzie na świat dokładnie 2.5 roku po Nince :)

Ogromnie się cieszymy! Na razie nie wiadomo jeszcze jaka płeć (moi rodzice trzymają kciuki za dziewczynką, a teściowie za chłopcem...), a my tylko chcemy oczywiście żeby było zdrowe.

Nince mówiliśmy i ona zapewne ma bardzo mgliste zrozumienie tematu, aczkolwiek wie, że mama nie może jej podnosić bo jest dzidzia, ostatnio mówi już o niej "mała dzidzia" (bo sama jest duża, nie?) i pokazuje na mój brzuszek, często podchodzi, odwija go z ubrań i całuje... Strasznie to jest kochane!

Plan jest taki, żebym została z nową dzidzią dłużej, co najmniej 2 latka żeby mógł już pójść do przedszkola do grupy maluszkowej, żeby nie trzeba było znowu babć eksploatować. Zresztą mi się wcale do pracy nie spieszy...