czwartek, 1 marca 2012

Bunt dwulatka???

Ostatnio, czyli odkąd jestem w domu (na wypowiedzeniu...), czyli w ciągu ostatniego miesiąca obserwuję pogarszające się zachowanie Ninki. Jest kapryśna, marudna, robi ze wszystkiego aferę i krzyczy bardzo brzydko: daj! przynieś! posprzątaj! usiądź! albo przestań! I znowu zaczęła często robić siusiu w majtki, a już było tak dobrze...

W dodatku ma fazę: to moje. Nic nie można jej zabrać, bo wszystko jest jej ;) Myślałam że dzieci się tego uczą w przedszkolu, ale to chyba taki etap rozwoju po prostu. Na szczęście nadal się potrafi dzielić, sama proponuje np. coś dobrego co ma do jedzenia mamusi, tacie, czy babci.

Ale awanturnica jest okropna, a co gorsze ja tracę cierpliwość... I zdarza mi się coraz częściej na nią krzyknąć, czego kompletnie nie pochwalam: jestem zła na siebie i wiem że robię źle w momencie, kiedy krzyczę, ale nie potrafię się opanować... I widzę że przez to jej krzyki się nasilają! Wiem że muszę być spokojna, tłumaczyć po 100 razy, ale ona jest taka uparta, że w końcu mi nerwy puszczają, a ostatnio są mocno słabiutke... To pewnie przez utratę Józia, stratę pracy, stresy finansowe, ale i tak siebie nie poznaję. Tzn. przed urodzeniem Ninki nie grzeszyłam cierpliwością ani trochę, ale jak była malutka to odkryłam w sobie jej pokłady, które wprawiły mnie w kompletne zdumienie. A teraz się to ulotniło... Tłumaczę sobie, że to dlatego że jak miała kolki, to trudno się było na nią o to wkurzać, a teraz zachowuje się źle świadomie, ale to przecież jest nadal małe dziecko!

Bardzo pomógł mi tatuś, bo zauważyliśmy że Ninka zachowuje się najgorzej przy mnie (a zawsze było odwrotnie ;)) i bardzo się do mnie przyzwyczaiła przez ten czas, kiedy jesteśmy prawie non-stop razem. Rozchorowałam się, a on był w domu i zajmował się Ninką bardzo dużo, podczas gdy ja odpoczywałam na górze, bardzo podbudował swoją relację z nią i okazał jej dużo więcej cierpliwości, niż mnie było w tym momencie stać i teraz widzę że jest z nią dużo lepiej. A ja też tak nie krzyczę i od tygodnia już jest prawie 'dawną Ninką' ;) W szoku jestem że tak szybko jej ta przykra faza przeszła i jak ogromna jest rola rodziców w kształtowaniu osobowości dziecka!

wtorek, 28 lutego 2012

Liczenie

Już umiemy liczyć do jedenastu ;) bo potem następuje trzynaście i rozbrajający uśmiech :)
A po angielsku do dziesięciu!!! I to sama się nauczyła (tzn. z bajek pewnie), bo ja z nią powtarzałam tylko one-five, tak jak było na angielskim, a nagle idziemy na spacer, a ta mi tu recytuje do dziesięciu... Wprawdzie zamieniła miejscami nine i ten, ale teraz już mówi dobrze i nawet po polsku się nauczyła, bo miała do niedawna problemy z tymi podobnie brzmiącymi liczebnikami :D

Brawo Królewno! :P

Pikno macierzyństwa

Doszło to do mnie kiedy dziś rano w wannie cieszyłam się że przyjdzie moja mama do Ninki, a ja będę mogła pojechać do Tesco, wow!!! :)

I właśnie to (poza milionem innych rzeczy) jest piękne w macierzyństwie: że człowiek uczy się cieszyć z drobnych rzeczy, bo po pierwsze takie są maluszki, że potrzeba naprawdę niewiele by je uszczęśliwić, a po drugie człowiek zawalony obowiązkami cieszy się z wyjścia do kina z mężem co najmniej tak, jakby to były wakacje na Cyprze ;)

środa, 8 lutego 2012

Śmieszne powiedzonka - cz.2

Miśka już w zasadzie można powiedzieć, że mówi. Zdaniom brakuje jeszcze przyimków, ale i tak jest super, wszystko chętnie powtarza i używa. I rozwala nas na łopatki czasem ;)

Strasznie jest nadal porządnicka i pilnuje, żeby nie było bałaganu. Do tego stopnia, że ostatnio siadając na nocnik potrąciła butem miseczkę z kangusami i się rozsypały. I dlaczego dziecko nie zdążyło na nocnik? Bo musiało koniecznie najpierw posprzątać wszystkie rozsypane kangusy! Niedawno po położeniu jej spać skręcałam jej fotelik i łupnęłam nim w salonie, a ona jeszcze nie spała, tylko się bawiła w łóżeczku. I co słyszę? "Mamusiu, cio ty tam jobiś? Bałagan?"

Zabawy nowoczesnego dziecka: ustawi samochodziki jeden za drugim i mówi że to korek :) A parę dni temu słyszę jak samochodziki mówią do siebie: "Uważaj, policja stoi!"

A dziś to już myślałam że padnę. Pstrykałam pokrowcem na telefon, i co mi mówi moje dziecko? "Mamusiu nie jób tak, zniszczy, popęka"... Po czym za chwilę proszę ją na obiad, a ona mówi: "nie mogę tejas". Dziecko ma 2 lata i mi mówi że nie ma teraz czasu jeść!!!

Za to pięknie liczy do 10 (!) - no doobra, czasem pominie 9 ;) I po angielsku do 5 bezbłędnie! Literki też wszystkie zna, do niedawna bez znaków diakrytycznych, a ostatnio ciocia jej kupiła taką układankę fajną z całym polskim alfabetem, to teraz wie też że żaba to ż :)

Oczywiście pękam z dumy :D

Przedszkole

1 lutego w środę byłyśmy pierwszy raz w przedszkolu. Mamusia została wylana z roboty i ma teraz na wypowiedzeniu dużo czasu, toteż z wielką ochotą towarzyszyła Dzidzi.
Oczywiście jak trzeba wstać, to dziecko śpi i obudziło się o 9, kiedy już powinnyśmy być na miejscu, skutkiem czego przegapiłyśmy logopedię. Trudno, przecież jeszcze tyle zajęć przed nami!

Ninka zachowywała się bardzo w porządku, na początku obserwowała i niewiele mówiła, wyraźnie peszyła się jak znajdowała się w centrum uwagi, np. jak wtedy kiedy wszystkie dzieci po kolei skakały na trampolinie, a pani śpiewała im piosenkę - kiedy przyszła kolej Ninki to zaczęła szaleć i robić na tej trampolinie wszystko oprócz skakania ;) Kiedy tylko pani na chwilę odwróciła się żeby pomóc innemu dziecku wyplątać się z apaszki, Ninka pięknie zaczęła skakać i powróciła do szaleństw jak tylko pani uwaga wróciła do niej ;) Ale w następnej kolejce już skakała. Mówić nie chce za bardzo, szczególnie do dzieci: jedna jest taka fajna dziewuszka rozgarnięta i sympatyczna, która próbowała ją zaczepiać, ale Ninka nic jej nie chciała powiedzieć i w końcu Mania zapytała panią: "A czemu ona nic nie mówi?" Stopniowo jednak Misia coraz bardziej wtapia się w zabawy innych dzieci, tyle tylko że na razie nie umie jeszcze w tym wytrwać i w połowie zabawy odchodzi i zajmuje się czymś innym.
I tu właśnie pojawia się jedna z przewag przedszkola montessori: "czymś innym" = "czymś sensownym, rozwojowym i fajnym, a nie gupim jeżdżeniem wózkami z lalkami". Super są te zabawki.

Co do obiadu, to oczywiście ledwo dziubnęła, za bardzo była przejęta nowym otoczeniem. Rzecz jasna patrząc na nią nikt by na to nie wpadł, bo ona tak jak ja sprawia wrażenie zblazowanej ;) Ale przez całe 4 godziny jak byłyśmy w przedszkolu nie chciała siusiu, dopiero przed wyjściem przypomniałam jej że jak wychodzimy to zawsze trzeba najpierw siusiu :) Za to żegnając się dała buziaki wszystkim paniom! I to sama z siebie! A z tymi jej buziakami to nie zawsze jest łatwo, staram się ją uczyć, że zawsze tak się witamy i żegnamy, ale ona niestety przylepą nie jest...

Wracając do "przecież jeszcze tyle zajęć przed nami!" hmmmm... W piątek kiedy miałyśmy znowu iść do przedszkola, dzidka mi od rana smarka i mówi że gardło boli. Już w nocy budziła się 1000 razy, więc jasne było, że będzie chora. W sobotę lekarz przyjechał z limu, nic nie wypisał. W niedzielę Ninka zaczęła rzęzić i pojechaliśmy do naszego lekarza i co? Zapalenie płuc... No ja wiedziałam, że jak pójdzie do przedszkola, to się zacznie budowanie odporności, ale żeby zaraz zapalenie płuc po pierwszym dniu w przedszkolu?!?!?!

niedziela, 8 stycznia 2012

Śmieszne powiedzonka

Ninka, jako że mówi już coraz więcej, coraz częściej wprawia nas w osłupienie lub też totalny chichot :D

Ponad miesiąc temu wieszaliśmy w domu obrazy (obja) i Ninka oczywiście bardzo była zaciekawiona całą akcją i zadawała mnóstwo pytań. Ale co najważniejsze, obrazy podziałały nadspodziewanie stymulująco na naszą Ninusię: na samotny obraz przy kominku opowiada nam przy jedzeniu: "jeden obja", po czym powodując ogólny szczękopad mówi wskazując na trzy paryskie wiszące jeden nad drugim: "tsi obja, jeden, dwa, tsi!" Biorąc pod uwagę, że jej "liczenie" do tej pory wyglądało tak: "tsi, tsi, tsi, tsi", to jest megapostęp!

Ostatnio już ją przyłapałam jak policzyła do sześciu! I po angielsku liczy: "łan", "tu", "ti", jak jej podsunąć "four" to mówi "faaaaj!" :) W ogóle na angielskim bardzo dużo powtarza, a mi się wydaje że angielskie słowa są w ogóle łatwiejsze dla dzieci: car vs. samochód, sheep vs. owca, cow vs. krowa, bus vs. autobus etc...

Zresztą literki też ją bardzo interesują, znała już w zasadzie wszystkie, mając dwa lata. Rozpoznaje je i nazywa, przy czym odróżnia "małe" i "duje"
A jakiś czas temu babcia przyniosła jej rogalika i bułę i schowała do szafki. W pewnym momencie Ninka prosi: "daj u!" O co cho? Potem: "daj o!" Nakłoniona do zaprowadzenia i pokazania o co jej chodzi, pokazała szafkę i okazało się że rogal to "U", a bułka to "O" - takie mam mądre dziecko, jeszcze nie gada, a już czyta! :D

A z zabawek królują puzzle. Jak ostatnio powiedziałam Nince, że mam dla niej prezent i że to są puzzle, to usłyszałam zdumiona: "siuja, puzie!!!" (przy czym siuja to nie że mama szuja, tylko to hurra miało być ;)).

I bardzo porządna jest. Mówi nam że "domu buti nie", "a-a-a (łóżko) buti nie", że to "fu" jak znajdzie jakiś paproch i leci z nim do śmietnika. Ostatnio kiedy wychodziliśmy od rodziców ubierałam ją gadając i już zadowolona mówię: "idziemy" po założeniu jej czapki, po czym Ninka ze zdziwieniem mówi: "buti!" a ja patrzę, że zdjęłam jej kapcie, a butów to już nie założyłam... I słyszymy: "Niania bosio nie, Niania buti!"

Parę dni temu za to tłumaczyłam jej dlaczego nie mogę jej dać soku do łóżka, tylko wodę, bo ząbki i dentysta i teraz codziennie wieczorem jest opowieść że "a-a-a sotu nie, Niania dotoj, Niania boję, Niania łeee"

W ogóle jest gawędziara i dowcipaska. Lubi nas nabierać, np. pokazuje coś i mówi "cici" ("kot" też umie, ale uparta jest...) a ja pytam machinalnie: kot? A Ninka: "cici nieeee, cio ty?", bo to oczywiście jest inne zwierzątko :)

A ostatnio idzie z babcią na spacer (a na spacerze to już ma gadane x1000) i mówi: "Niania łana". Babcia: "Co? Ninka jest ładna?", na co Nina: "Babusia łana teś!"

Święta 2011

Przed Świętami oczywiście nie mogło zabraknąć rytualnego wspólnego z moją mamą pieczenia ciasteczek, w których inauguracyjnie uczestniczyła też Ninusia :) Oczywiście łączyło się to z całą kuchnią pełną mąki, ale nic to! Zabawa była przednia, a mała całe 2 godziny chyba dzielnie wykrawała ciasteczka i była przeszczęśliwa. Teraz ciągle pyta kiedy Wigilia i wyciąga wałek domagając się robienia ciasta…



I taka była córka młynarza:
W kwestii robótek przedświątecznych, to postanowiłam ambitnie, że moje dziecko zrobi wszystkim prezenty, tak jak ja robiłam jak byłam mała: z kartonu klipsy, dezodoranty, magnetofony i inne takie. Postawiłam na choć minimalną użyteczność i wybrałam kartonowe gwiazdki na choinkę albo do dowolnego innego użycia dekoracyjnego. 12 gwiazdek wymierzyłam, wycięłam, pozginałam i pomalowałam na srebrno 10.5 gwiazdki, bo półtorej pomalowała łaskawie obdarowująca. Następnie próbowałam ją zagonić do odciśnięcia choć rączki swej śliczniutkiej w farbach stosownych do płci obdarowanego, ale wtedy już była w fazie wieczornego szaleństwa. Dopiero zaznaczenie, że to dla Kai i dla Ola poskutkowało i zrobiłyśmy damskie kolory. Do męskich nijak nie mogłam jej zaciągnąć, nawet groźba że przyjdzie tylko Kaja, a Olek nie nie dała rezultatu. Następnego dnia za to udało się wszystko dokończyć, a potem spędziłam już tylko kilka godzin nocnych na porobienie gwiazdkom słusznych torebek. A tak wygląda sprezentowana tatusiowi:


A oczywiście przy ubieraniu choinki Ninka również niezmordowanie uczestniczyła, obsiewając dolne piętro gałęzi stadem bombek. Bilans strat: 3 bombki (2 dla Ninki, jedna dla mamusi...)