Przed Świętami oczywiście nie mogło zabraknąć rytualnego wspólnego z moją mamą pieczenia ciasteczek, w których inauguracyjnie uczestniczyła też Ninusia :) Oczywiście łączyło się to z całą kuchnią pełną mąki, ale nic to! Zabawa była przednia, a mała całe 2 godziny chyba dzielnie wykrawała ciasteczka i była przeszczęśliwa. Teraz ciągle pyta kiedy Wigilia i wyciąga wałek domagając się robienia ciasta…
I taka była córka młynarza:
W kwestii robótek przedświątecznych, to postanowiłam ambitnie, że moje dziecko zrobi wszystkim prezenty, tak jak ja robiłam jak byłam mała: z kartonu klipsy, dezodoranty, magnetofony i inne takie. Postawiłam na choć minimalną użyteczność i wybrałam kartonowe gwiazdki na choinkę albo do dowolnego innego użycia dekoracyjnego. 12 gwiazdek wymierzyłam, wycięłam, pozginałam i pomalowałam na srebrno 10.5 gwiazdki, bo półtorej pomalowała łaskawie obdarowująca. Następnie próbowałam ją zagonić do odciśnięcia choć rączki swej śliczniutkiej w farbach stosownych do płci obdarowanego, ale wtedy już była w fazie wieczornego szaleństwa. Dopiero zaznaczenie, że to dla Kai i dla Ola poskutkowało i zrobiłyśmy damskie kolory. Do męskich nijak nie mogłam jej zaciągnąć, nawet groźba że przyjdzie tylko Kaja, a Olek nie nie dała rezultatu. Następnego dnia za to udało się wszystko dokończyć, a potem spędziłam już tylko kilka godzin nocnych na porobienie gwiazdkom słusznych torebek. A tak wygląda sprezentowana tatusiowi:
A oczywiście przy ubieraniu choinki Ninka również niezmordowanie uczestniczyła, obsiewając dolne piętro gałęzi stadem bombek. Bilans strat: 3 bombki (2 dla Ninki, jedna dla mamusi...)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz