niedziela, 8 stycznia 2012

Nadrabiam

Dawno nic nie pisałam, ale bynajmniej nie dlatego że nie było o czym…
Stało się bowiem coś bardzo smutnego i już nie jestem w ciąży. Straciliśmy naszego Józia w 16tc i na pewien czas odechciało mi się wszystkiego. Tzn. zachciało mi się czegoś zupełnie w innym temacie, wpadłam w to jak śliwka w kompot, myślę że podświadomie (albo też trochę świadomie) żeby zmienić tematykę tupotu białych mew.
Wracając do tego, co teraz najważniejsze (a raczej tej): Ninki, robi wspaniałe postępy. Już pięknie siusia na nocnik (!!!!!) – woła „siusiu” albo „tupa” i siada ładnie, a pęcherz trzymanie ma już całkiem nietęgie, bo od momentu ogłoszenia alarmu do zwolnienia blokady upływa czasem sporo czasu, bo konieczne jest wzięcie ze sobą całego ekwipunku, który akurat służył był do zabawy, czyli np. wszystkich plastikowych sztućców, talerzyków, garnków i urządzeń typu małe AGD, którymi się bawiła na kuchni swojej Gwiazdkowej. Wymaga to pomocy mamusi, niejednokrotnie również prowadzi do kilkukrotnego przebycia trasy z salonu do łazienki, a pęcherz cały czas trzyma! :D
Pod względem rozwoju umysłowego to już w ogóle jest super (czy usamodzielnienie się toaletowe to też nie jest przypadkiem rozwój umysłu, a nie ciała?...) – w końcu można powiedzieć, że ZACZĘŁA GADAĆ!!! Jestem wniebowzięta i oszołomiona tempem: od miesiąca Ninusiek zrobił stumilowy krok i już teraz prawie wszystko powtarza, bardzo wiele słów jest bardzo wyraźnych, niestety zdarzają się takie, na których inwencja mamusi wymięka i wtedy są dwie opcje: jeśli wypowiedź wymaga tylko potaknięcia, to jest ok., mamusia mówi: „tak, kochanie” i dziecko jest zadowolone, że mamusia zrozumiała i się zgadza, gorzej jak wypowiedź dotyczy prośby (a prośby ze strony Ninki zawsze balansują na granicy rozkazu pod przymusem kary wrzasku), której mamusia nie rozumie, to wtedy bidulka strasznie się frustruje, a ja muszę stawać na głowie, żeby sobie nie pomyślała, że to z powodu jej niedoskonałej jeszcze artykulacji, żeby jej nie zniechęcić do dalszych prób werbalizowania swoich myśli… Trudna sprawa, szczególnie że jeśli każe mi narysować coś, czego nie rozumiem i nie satysfakcjonuje jej moje stwierdzenie że to JA tego nie umiem narysować…
A już jak powie: „mamusia” to się rozpływam. A mówi teraz prawie zawsze „mamusia”, rzadko „mama” :D Pierwszy raz powiedziała „mamusia” zaraz po przebudzeniu rano na wyjeździe naszym listopadowym pod Poznań, czym sprawiła że po raz pierwszy w życiu mimo wyrwania ze snu byłam przeszczęśliwa!
W kwestii mądrych zabaw to królują puzzle. Ostatnio 15-elementowe, które dostała pod choinkę, bez podpowiedzi i bez nawet małego obrazka są rozwalane w 5 sekund. Już się nauczyła niektórych na pamięć, bo wie że królik np. mieszka w prawym górnym rogu, ale od pierwszego razu, jak je układała mi oczy wyszły z orbit że tak sobie świetnie radzi. Zanim zdążyłam pozbierać szczękę i poszukać telefonu i zanim się odpalił, to oczywiście inny prezent Gwiazdkowy przykuł jej uwagę, bo to pierwszy dzień Świąt był, więc cały dom tonął w zabawkach. Wczoraj kupiłam jej 20-elementowe dla trzylatka z trudniejszym obrazkiem, zobaczymy jak sobie poradzi :)
Co do edukacji, to ta leży. Z mojej winy, przyznaję się bez bicia. Noworoczne postanowienie że w końcu jej porobię więcej słów i bitów jest codziennie odkładane, bo teraz z zasypianiem mamy z kolei problemy, a ja padam z nóg o 22, jak w końcu zaśnie, a wstaję o 6:40. Ale to tylko tłumaczenie i nic mnie nie usprawiedliwia :( Zabieram się do roboty, pa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz