Oporna jest moja Ninuśka pod tym względem okrutnie. Jak patrzę na kalendarz, że już listopad i mówi siusiu, a częściej a-a raz, a 10 razy nie powie, a w sierpniu już potrafiła na wycieczkach dawać znać za każdym razem, jak byliśmy w górach, to zastanawiam się co zrobiliśmy nie tak.
Teoretycznie nie powinniśmy jej strofować, jak już się zsiusia, tylko mówić że wszystko w porządku. Ale jak tak mówiliśmy, to ona przyjmowała to za dobrą monetę, podczas gdy nam zależało żeby jednak się dowiedziała, że tak się nie robi. Nie zmuszamy jej do siadania, bo cyrki wyczynia okrutne, ale stosujemy 1000 wybiegów na minutę, od: usiądź, to będziesz mogła... do: jak nie usiądziesz, to nie będziesz mogła... To pewnie też jest złe, ale bez zachęcania i uczenia konsekwencji to już wcale by nie siadała.
Ostatnio nawet podczas wyjść się pogorszyło, a generalnie zawsze poza domem było lepiej: daje się wysadzić, ale nic nie robi, a za chwilę mokre majty... A zima już idzie i nie mam 4 kombinezonów na zmianę, więc chyba pielucha wróci na spacery :( W nocy też pielucha, bo jak widzę z jakim baniakiem się budzi między nogami, to uznaję że i tak snu za mało (bo Większa Dzidzia się często budzi, a Mniejsza Dzidzia się domaga dużo wypoczynku ze strony żywiciela...). No i tak się bujamy między nadziejami: no, już sama poszła i usiadła i zrobiła, to może teraz pójdzie, przez: może by do jakiego psychologa? do: normalnie zapakuję Cię z powrotem w pieluchy do czwartego roku życia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz