środa, 8 lutego 2012

Przedszkole

1 lutego w środę byłyśmy pierwszy raz w przedszkolu. Mamusia została wylana z roboty i ma teraz na wypowiedzeniu dużo czasu, toteż z wielką ochotą towarzyszyła Dzidzi.
Oczywiście jak trzeba wstać, to dziecko śpi i obudziło się o 9, kiedy już powinnyśmy być na miejscu, skutkiem czego przegapiłyśmy logopedię. Trudno, przecież jeszcze tyle zajęć przed nami!

Ninka zachowywała się bardzo w porządku, na początku obserwowała i niewiele mówiła, wyraźnie peszyła się jak znajdowała się w centrum uwagi, np. jak wtedy kiedy wszystkie dzieci po kolei skakały na trampolinie, a pani śpiewała im piosenkę - kiedy przyszła kolej Ninki to zaczęła szaleć i robić na tej trampolinie wszystko oprócz skakania ;) Kiedy tylko pani na chwilę odwróciła się żeby pomóc innemu dziecku wyplątać się z apaszki, Ninka pięknie zaczęła skakać i powróciła do szaleństw jak tylko pani uwaga wróciła do niej ;) Ale w następnej kolejce już skakała. Mówić nie chce za bardzo, szczególnie do dzieci: jedna jest taka fajna dziewuszka rozgarnięta i sympatyczna, która próbowała ją zaczepiać, ale Ninka nic jej nie chciała powiedzieć i w końcu Mania zapytała panią: "A czemu ona nic nie mówi?" Stopniowo jednak Misia coraz bardziej wtapia się w zabawy innych dzieci, tyle tylko że na razie nie umie jeszcze w tym wytrwać i w połowie zabawy odchodzi i zajmuje się czymś innym.
I tu właśnie pojawia się jedna z przewag przedszkola montessori: "czymś innym" = "czymś sensownym, rozwojowym i fajnym, a nie gupim jeżdżeniem wózkami z lalkami". Super są te zabawki.

Co do obiadu, to oczywiście ledwo dziubnęła, za bardzo była przejęta nowym otoczeniem. Rzecz jasna patrząc na nią nikt by na to nie wpadł, bo ona tak jak ja sprawia wrażenie zblazowanej ;) Ale przez całe 4 godziny jak byłyśmy w przedszkolu nie chciała siusiu, dopiero przed wyjściem przypomniałam jej że jak wychodzimy to zawsze trzeba najpierw siusiu :) Za to żegnając się dała buziaki wszystkim paniom! I to sama z siebie! A z tymi jej buziakami to nie zawsze jest łatwo, staram się ją uczyć, że zawsze tak się witamy i żegnamy, ale ona niestety przylepą nie jest...

Wracając do "przecież jeszcze tyle zajęć przed nami!" hmmmm... W piątek kiedy miałyśmy znowu iść do przedszkola, dzidka mi od rana smarka i mówi że gardło boli. Już w nocy budziła się 1000 razy, więc jasne było, że będzie chora. W sobotę lekarz przyjechał z limu, nic nie wypisał. W niedzielę Ninka zaczęła rzęzić i pojechaliśmy do naszego lekarza i co? Zapalenie płuc... No ja wiedziałam, że jak pójdzie do przedszkola, to się zacznie budowanie odporności, ale żeby zaraz zapalenie płuc po pierwszym dniu w przedszkolu?!?!?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz