Odkąd dowiedziałam się, że ja rzekomo zostałam odpieluchowana jak miałam koło roku, czyli jak Ninka miała 7 miesięcy, zaczęłam interesować się tematem. Dowiedziałam się (za późno, jak zwykle…) o EC/NHN czyli Elimination Communication/Naturalnej Higienie Niemowląt i o tym, że można dziecko wysadzać od urodzenia ucząc rozpoznawania swoich potrzeb, a raczej nie ucząc ich ignorowania, które jest naturalnym skutkiem noszenia pieluch jednorazowych. Oczywiście wyczytałam, że najłatwiej jest zacząć przed ukończeniem przez dziecko 6 miesiąca, bo do tego czasu jest ono tak przyzwyczajone do robienia w pieluchy i nie odczuwania z tym związanego dyskomfortu, że uważa to za coś oczywistego. I teraz spróbuj mu nagle powiedzieć że właściwie to trzeba zupełnie inaczej…
A ja mam miesiąc w plecy :( Ale nic to, jakoś i tak nie wierzę, że dziecku zajmuje aż 6 miesięcy przyzwyczajenie się do ignorowania sygnałów własnego ciała… Toteż zaopatrzyłam się w pieluszki flanelowe zawiązywane, żeby było łatwo dzidzię szybko rozebrać, nocnik i nakładkę na sedes, a także kalendarz i długopis, coby odnotowywać siusie i kupki i znaleźć w tym chaosie jakąś regułę. A z tym było trudno. Wbrew wszelkim teoriom i książkom nie było żadnych (słownie: ŻADNYCH) sygnałów przed zrobieniem siusiu. Ani w trakcie. Ani potem. Mokro nie mokro – dla Ninki jest git! Z kupką było dużo łatwiej, bo zaczynała stękać już chwilę przed, więc pierwszy sukces w tym zakresie pojawił się pierwszego dnia nauki! Oczywiście cała rodzina została obdarowana MMS-ami uwieczniającymi produkt w nocniku :) Siusianie najłatwiej było złapać po spaniu, choć pojawiało się od sekundy do 15 minut po przebudzeniu, co zasadniczo utrudniało sprawę. Niemniej jednak, po każdym sukcesie wychwalana i podrzucana pod sufit, Ninka już po dwóch tygodniach skumała o co chodzi z tym nocnikiem i kiedy ją sadzałam widziałam wyraźnie jak się napina, żeby coś zrobić. I kiedy wysadzałam ją cały dzień regularnie co godzinę to zdarzały się dni z 2-3 wpadkami tylko :) Przy okazji takie przytrzymywane siedzenie na nocniku (bo wtedy jeszcze Ninka nie siedziała bez podparcia) okazało się dobrym ćwiczeniem i bardzo szybko nauczyła się siedzieć samodzielnie.
No ale potem zrobiło się zimno i Kamil mi zabronił ją trzymać we flanelowych pieluchach i getrach jedynie, bo pół pupy na wierzchu. A potem była przeprowadzka, brak pralki przez jakiś czas, brak ogrzewania przez jakiś czas (a na dworze -15) i ze wstydem przyznaję, że Ninka wróciła do Pampersów :((( A potem ja poszłam do pracy, a Miśka została z babciami i nie miałam sumienia wymagać, żeby zmieniały tonę mokrych (żeby tylko!) szmacianych pieluszek dziennie. A z kupką zrobiło się trudno, bo już jest robiona bezgłośnie i bez ostrzeżenia :)
I trzeba było czekać do lata, żeby wsadzić Miśkę z powrotem do flanelek, a potem do majtek, bo w końcu udało mi się kupić tak małe, żeby jej z pupci nie spadały. I teraz, po dwóch miesiącach takiego serio treningu Ninusiek już bardzo często sygnalizuje trzymając się za pupę, mówiąc „e-e”, albo „pupa” na kupę, a czasem nawet (!) powie że tak, jak ją pytam czy chce siusiu :) Niemniej jednak ma lepsze i gorsze okresy: czasem cały dzień suchy, a czasem, jak ostatnio prawie cały dzień nocnik suchy… W tę niedzielę u dziadków obsiusiała mnie, ciocię i piaskownicę, a tydzień temu u znajomych kilka razy prosiła mnie do toalety i nie było żadnej wpadki. A po skończonej imprezie dała buziaka cioci i wujkowi, a ich trzyletniemu Guciowi prosto w buzię: wyraźnie go to zawstydziło, a ona kompletnie nie wiedziała o co chodzi. Moja przyjaciółka skonstatowała, że za 6 lat pocałują się z języczkiem i wtedy znowu nie będzie rozumiała co to się stało ;)))
Na nocniku 7m:
Na nocniku teraz:
A co do mnie: znalazłam swój Album naszego dziecka (chyba wszyscy takie mieliśmy, Kamil w swoim ma wpisane tylko swoje imię i dane rodziców ;)), który prowadziła mi mama, muszę przyznać że bardzo sumiennie, bo jeszcze są wpisy o mnie pięcioletniej i okazało się, że się odpieluchowałam nie koło roku, ale jak miałam rok i 10 miesięcy! Tzn. nie nosiłam pieluchy, a czy były wpadki – o tym Pamiętnik milczy… A pierwszy raz z nocnika skorzystałam jak miałam 10 miesięcy, czyli moja córcia przoduje w obu dziedzinach! :) Tylko z gadaniem gorzej: ja w jej wieku gadałam jak stara, a ona kilkanaście słów na krzyż – szkoda bo strasznie mnie ciekawi, co w tej mądrej i słodkiej główce się dzieje, a ona nie potrafi się jeszcze wyrazić…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz