czwartek, 1 września 2011

Nieśmiałe próby montessoriańskich zajęć

Od kilku dni zaczytuję się blogami dziewczyn wychowujących maluszki z elementami pedagogiki Montessori i innymi wczesnorozwojowymi patentami i podpatruję. Najpierw było przesypywanie maleńkich gwiazdeczek makaronowych z plastikowej do metalowej miski, ćwiczące chwyt pęsetkowy (przynajmniej dopóki Ninka nie zaczęła przesypywać garściami ;)) i pozwalające zauważyć różnicę w dźwięczeniu plastiku i metalu. W temacie własnych odkryć, Ninka postanowiła przesypać makaron z powrotem do miski, a potem na jej pokrywkę używając jako łopatki dużego corn-flakesa :) Podobało nam się :)

Najfajniejsze są jak na razie wodne zabawy, które Ninka uwielbia, zresztą jak większość dzieci chyba.
Dałam jej kilka kostek lodu w misce z wodą i łyżkę do wyławiania. Niestety kostki szybko się rozpuściły, ale to nie zraziło mojego Ptysia i następnie testowane było którą chochlą lepiej się przelewa wodę. Dałam jej sitko do przelewania (pamiętając jak przyjaciółka opowiadała mi, że jak była mała i rodzice chcieli zająć dzieci na jakiś czas, to lądowała z bratem w wannie z zadaniem nalania wody sitkiem do lejka… ;)) i już po chwili oddała mi je mówiąc: nie, nie – czyli że się nie nadaje. Mądra dziewczynka :) Potem nastąpiło przelewanie wody z miski do miski i najwyraźniej trzeba jeszcze popracować nad trafnością – na szczęście pogoda dopisywała i nic to że całe ubranko i pół tarasu mokre ;) Za to potem zaczęła się domagać ręcznika i wycierała stół po zabawie :) Ale to było jedyne jak dotąd zajęcie, przy którym wydaje mi się że nastąpiła polaryzacja uwagi, zresztą oto dowód:



Potem było układanie naboi do Nespresso w pudełku i próby segregacji kolorów, niestety nie udało mi się zabrać kolorowych naboi tak, żeby zostawić dwie grupy kolorystyczne i było po prostu za dużo i zbyt podobnych kolorów. Niemniej widziałam że naprawdę stara się układać je w rządkach i myliła się tylko np. w kwestii żółty/złoty. Skupienie nad zadaniem potrwało jednak nie dłużej niż minutę i potem powrócił szał demolistyczny ;)

Potem było układanie żołędzi w rządku. Byłam naprawdę zaskoczona, że zaskoczyła ;) i układała je ładnie przez dłuższą chwilę. Potem zauważyła, że jeden z żołędzi nie ma czapeczki i próbowała usilnie mu ją założyć i skupienie prysło.



Wczoraj za to próbowałyśmy segregować spinacze i zapoznać się z ich kształtem, żeby móc później robić łańcuszki, choć to jest bardzo trudne. Ninka położyła raz niebieski koło niebieskiego, który położyłam ja i raz czerwony i się skończyło: nastąpiły próby (udane, niestety…) włażenia na stolik, jedzenia spinaczy i rozrzucania ich garściami. Nie udało mi się nic sensownego nagrać…

Do tego zamówiłam sobie laminator i folie i kompletuję pomoce naukowe :) Nie mogę się już doczekać, jak wręczę Nince dopasowywanki, puzle i inne różności!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz