Normalnie podpieram się nosem. Dlaczego? Bo słucham lekarzy…
Ale do rzeczy: na początku sierpnia byliśmy w Tatrach i tam Ninka się oczywiście rozchorowała (czy jeśli jesteśmy tam z nią drugi raz w ciągu jej życia i drugi raz tam choruje, to znak żeby zmienić lokalizację wakacji?... BTW: ja jeździłam od ósmego roku życia z mamą w to samo miejsce i zawsze jak nie chorowałam, to się łamałam albo trułam… A tam jest tak fajnie!).
Wróciliśmy i chorowała nadal, więc poszliśmy tu do pediatry i się okazało że zapalenie oskrzeli. Po tygodniu nadal kaszlała i smarkała, więc poszliśmy znowu. Lekarz powiedział że się nie może wyleczyć, bo doi smoksa i tam się zbiera kupa bakterii i żebyśmy odstawili ASAP.
I tak, historycznego 20 września Ninka usłyszała, że pan doktor zabrał smoki bo były chore i musieliśmy je u niego zostawić. Wrzask nieprzeciętny usłyszeliśmy w odpowiedzi, rzecz jasna.
No ale że Ninka już prawie w ciągu dnia nie dostawała smoka (chyba że w wielkim stresie, np. u lekarza), to nie ma problemu oprócz spania. A tu jest problem kolosalny. Bo ta śliczna mała istotka nie ma łatwości w zasypianiu i zasypia długo mimo ułatwiacza. Za to ładnie zasypia sama, kładziemy ją, robi pa pa i jeszcze baraszkuje w łóżku i do siebie gada nawet godzinę. Kładziemy koło 8 wieczorem, a zazwyczaj zasypia koło 9.
A teraz, wiedząc że jest strasznym smokoholikiem, przygotowaliśmy się, że trzeba dziecku pomóc. Przytaszczyliśmy do jej pokoju fotel, zaopatrzyliśmy się w książeczki itd. i pierwszego wieczora mama czytała i śpiewała, a tata bujał. I nie było tak źle z tą pomocą, trochę popłakała, ale dramatu nie było. Od kolejnego wieczora „smok” został tematem tabu i wszyscy udawali że nie rozumieją co Ptysia ma na myśli domagając się: „da!”
No ale po kilku dniach, skoro zobaczyliśmy że nie ma większego problemu z zasypianiem bez smoka, to znaczy że umie. I postanowiliśmy zostawić samą, żeby się nie przyzwyczaiła do naszego nadskakiwania Jejmości. A tu: niespodziewanka, jaśnie pani ani myśli się z nami rozstawać! Ryki i histerie trwały 60 minut, aż padła prawie na stojąco. Kolejnego dnia minut 50. Czyli postęp żaden, metoda 3-5-7 została odłożona na czas nieokreślony.
Za to doszliśmy do wniosku, że Ninusiek jest tak ode mnie uzależniony, że teraz to już tata nie ma nawet prawa wziąć na ręce. I nie chodzi o to, że mu jest przykro, tylko o to że niezdrowa sytuacja się robi. I postanowiliśmy, że będziemy usypiać na zmianę. Tata usypiał już kilka razy i nawet zajmuje mu to mniej czasu niż mamie. Tylko że on ją cały czas buja, a ja trochę śpiewam, a trochę próbuję wychodzić… Z mizernym skutkiem, ale wmawiam sobie, że robimy postępy ;)
Problem tylko jest w nocy: o ile Ninka zawsze miała słaby sen i bywało że się budziła w nocy, to było średnio raz i wystarczyło wejść, powiedzieć kilka słów i PODAĆ SMOKSA jeśli się zgubił i po sprawie. A teraz? Budzi się co dwie godziny i trzeba ją bujać/śpiewać przez 20 minut, po czym po 5-15 minutach znów się budzi i od początku impreza, a powtórek jest dwie do trzech… A że jak wiadomo, tatusiowie mają wbudowany mute nocnych wywoływań ich dzieci, to mamusia lata w tę i nazad i nie dość że niewyspana jest okrutnie, to jeszcze potrzebuje pilnie pierwszej pomocy dla kręgosłupa…
Obawiam się, że działa tu typowy mechanizm: przy zmianie faz snu przebudzamy się na chwilę, żeby sprawdzić, czy wszystko jest ok. i jeśli jest to natychmiast zasypiamy i nawet nie pamiętamy o obudzeniu. Ale jak zasypiałam z bujającym tatą, a teraz się budzę i nikt mi pupą nie macha, to coś jest zupełnie nie w porządku i trzeba włączyć syrenę!
No więc teraz są dwie drogi: pomęczyć się jeszcze pół roku i małymi kroczkami wycofywać się z pokoju, żeby w końcu usypiała będąc sama, bez bujania i bez śpiewania, albo rozwiązanie radykalne (które radzi ten podły lekarz, który nas w to wszystko wpędził), czyli 3-5-7 wytrwale…
Ku pamięci: szkoda że nie wyczytałam tego wcześniej, ale wydaje się że dobrą metodą na odsmokowienie jest ucinanie po kawałeczku końcówki smoka, tak żeby przestał być tak użyteczny i w końcu zredukował się do roli przytulanki, której dziecko samo w końcu się pozbędzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz